Kolejny weekend, kolejna wycieczka. Tym razem trochę dalej niż nasz docelowa stacja w Lecco. W Lecco przesiedliśmy się do kolejne pociągu po to aby pojechać aż jedną stację dalej do Valmadrery.
Valmadrera znajduje się między dwoma wzniesieniami górskimi, Monte Barro, na którym już mieliśmy okazje być, oraz pasmem na którym znajduje się cel wycieczki – Monte Mai. Trudno jest nam powiedzieć coś więcej o samym mieście. Widać, że jest mniejsze niż Lecco, stacja kolejowa zdecydowanie mniejsza. Po prostu ruszyliśmy przed siebie na szlak wypatrując jakiejś kawiarni po drodze. Jak zwykle, to był najmniejszy problem. Niedaleko od stacji trafiliśmy na małą kawiarnię. Pyszna kawa, pyszne ciastka, przemiła właścicielka. Z bateriami naładowanymi włoską kofeiną mogliśmy już w pełni wyruszyć przed siebie.
Nie minęło dużo czasu zanim zboczyliśmy z głównego szlaku. Byłem przekonany, że widzę na mapie oznaczony punkt widokowy. Otóż nic bardziej mylnego. Pierwszy raz trafiliśmy na ścianę wspinaczkową z prawdziwego zdarzenia. Niestety bez żadnych ludzi którzy by się wspinali, ale jako niespełniony wspinacz musiałem zapozować do kilku zdjęć.
Przez kilka kilometrów, trasa jest wyłożona kamieniami. Można nią dojść aż do świetnego punktu widokowego przy Chiesetta di San Tomaso, który idealnie nadaje się na piknik. O godzinie o której tam dotarliśmy, czyli myślę że trochę przed 10 było tam zupełnie pusto poza paroma przypadkowymi osobami i ludźmi wybierającymi się wpsinać. Natomiast jak wracaliśmy późniejszym popołudniem, były tam już całe rodziny leżące na kocach czy bawiących się z dziećmi piłką.
Z tego miejsca prowadzi kilka szlaków w stronę szczytu. Mimo, że używaliśmy naszej ulubionej aplikacji mapy.cz, udało nam się zboczyć ze szlaku. Do tej pory nie mamy pojęcia gdzie ominęliśmy rozdroże. W każdym razie musieliśmy podjąć decyzje, czy idziemy do końca szlakiem, na który trafiliśmy czy cofamy się kilometr i wracamy na wcześniej zaplanowany kurs. Pierwsza opcja nie wydawała się zbyt atrakcyjna, patrząc na mapę powinniśmy spodziewać się bardzo (jak na nas) stromych podejść. Druga opcja sama z siebie nie zachęca. Na szczęście okazało się, że jest opcja późniejszego odbicia na nasz szlak. Co prawda ostatecznie nasza wycieczka wydłużyła się o kilka km, ale ostatecznie nie musieliśmy robić ponownie tego samego podejścia.
Po drodze na szczyt minęliśmy jeszcze kilka miejsc, gdzie można było usiąść sobie na ławce i zrobić przerwę. Ale dopiero fragment trasy po grani zrobił na nas największe wrażenie. Co jest wspólne raczej dla każdej trasy. Z góry było widać kilka okolicznych szczytów, na które kierowali się inni ludzie których spotkaliśmy po drodze, Monte Barro, Monte Resegone oraz cała masa innych których jeszcze nie rozpoznajemy.
Droga powrotna była dużo szybsza, co nie zawsze jest takie oczywiste. Mieliśmy obawy przed stromymi zejściami przykrytymi dużą warstwą wyschniętych liści. Na szczęście, tym razem to nie było problemem. Niespodzianka czekała na nas w Valmadrerze i pociągiem. Pociąg, którym mieliśmy dojechać do Lecco miał mieć 9 minut opóźnienia co dałoby nam dosłownie 3 minuty na przesiadkę. Mieliśmy do wyboru ryzykować, czekać na autobus któremu nie ufamy – bo go nie znamy – albo przejść kolejne 3km pieszo do Lecco. Nogi może nie są tak szybkie jak autobus, ale zdecydowanie najbardziej godne zaufania.