Monte Ubione

Będąc w Szkocji docenialiśmy każdy deszczowy dzień w obawie, że może minąć wiele czasu zanim znowu poczujemy krople deszczu na twarzy. Powrót do Bergamo natychmiast potwierdził nasze podejrzenia. Mimo że, co jakiś czas pojawiają się burze, znikają one tak szybko jak się tylko pojawią, a na dzień dzisiejszy w Lombardii jest ogłoszony stan klęski żywiołowej spowodowanej ciągłą suszą. Nie jesteśmy w stanie sobie przypomnieć dnia, kiedy temperatura nie przekroczyła 30 stopni.

Mając na uwadze wysokie temperatury i naszą kondycje, która nadal jest w fazie „autobus dogonię, jeśli ktoś go dla mnie zatrzyma”, szukaliśmy szlaków o charakterze spacerowym. Z pomocą przyszedł nam włoski przewodnik „Escursionismo nelle valli bergamasche”. Znaleźć przewodnik z górskimi szlakami które nie są ekstremalne, wcale nie jest takie łatwe. W księgarni była półka książek poświęcona chodzeniu po górach, wiele z nich po Lombardii, po prowincji Bergamo albo Lecco. Był tylko jeden problem, wiele z nich opisywało szlaki wyłącznie powyżej 2000 m.n.p.m., albo było poświęcona trasom dla biegaczy, albo dla rowerzystów. Co tu dużo mówić, nie kwalifikujemy się do żadnej z tych grup. Na szczęście, gdzieś na samym dole znalazła się mała książka z 60 szlakami dla każdego. I to właśnie tam znaleźliśmy Monte Ubione, które całkowicie uszłoby naszej uwadze. Spełniało wszystkie wymagania, krótka trasa, blisko Bergamo, trasa zapowiadała się na zalesioną, dojazd jednym środkiem komunikacji.

Transport okazał się bardzo przystępny. Po raz kolejny zamiast pociągiem pojechaliśmy autobusem, który jedzie w stronę San Pelegrino Terme. Generalnie autobusy darzymy nieco mniejszym zaufaniem niż pociągi. Pociąg nawet jak się spóźni to przyjedzie, co do autobusów nie mamy takiej pewności. Na szczęście nasze uprzedzenie nie znalazło potwierdzenia w rzeczywistości. Google maps całkiem trafnie zaproponował połączenie z dworca autobusowego, kasjer na dworcu potwierdził i pojechaliśmy. W około 20 minut znaleźliśmy się na początku trasy.

Właściwa trasa zaczyna się od przejścia przez most, który sam w sobie jest atrakcją. Jak już na nim jesteś to czujesz albo jak Shrek albo Osioł. Nie ma nic pomiędzy. Po drugiej stronie co prawda nie ma zamku, ale jak zawsze jest ładna panorama. Pod tym względem Włochy jeszcze nas nie zawiodły.

Panorama z Monte Ubione
Panorama z Monte Ubione
Panorama z MOnte Ubione
Kolejna panorama z Monte Ubione
Krzyż na Monte Ubione
Krzyż na szczycie to ostateczne potwierdzenie, że to góra a nie jakiś tam pagórek. Nawet jeśli ma niecałe 1000 m.n.p.m.

Sama trasa na Monte Ubione nie jest wymagająca i jest całkiem dobrze oznaczona. Większość trasy, rzeczywiście prowadzi przez las. Przed samym podejściem na szczyt jest zielona polana, gdzie można zrobić sobie przerwę, ale mając ograniczony czas, zdecydowanie lepiej zrobić sobie przerwę na szczycie, gdzie jest wystarczająco stolików piknikowych do pomieszczenia całej imprezy urodzinowej.

Piknikowisko na szczycie
Piknikowisko na szczycie
Piwo na tarasie w restauracji
Przy przystanku autobusowym znaleźliśmy sklep rowerowy... a w nim bar