Spis treści
Dlaczego San Pellegrino i Rifugio lupi di Brembilla
Pogoda w tym roku nie sprzyja częstemu wychodzeniu z domu. Często pada albo są ogłaszane zagrożenia lawinowe. Nasze weekendowe aktywności prawie zawsze sprowadzają się do robienia czegokolwiek na zewnątrz i możliwie z dala od miasta. Niemniej nie ma tego złego, co by nie wyszło na dobre. Weekend w końcu spędzony w domu można wykorzystać do spokojnego przejrzenia tego, gdzie właściwie byliśmy w zeszłym roku.
Przeglądając mapę z miejscami, które odwiedziliśmy, zatrzymałem się na San Pellegrino Terme, gdzie byliśmy aż trzy razy. Skoro byliśmy tyle razy, coś musi być w tych okolicach, co nas przyciąga. Deszczowy weekend to dobra okazja, żeby to przemyśleć.
San Pellegrino Terme
San Pellegrino Terme możecie kojarzyć przede wszystkim z napojów gazowanych, które są produkowane właśnie tutaj. Niektórzy mogą jeszcze kojarzyć to miejsce z termami o takiej samej nazwie. To nie powinno być zaskoczeniem, że nas tam przyciągnęły po prostu góry. Raz dotarliśmy do Zogno przez Monte Zucco, raz na Monte Molinasco, ale dzisiaj chcę poświęcić chwilę Pizzo Cerro i Rifugio Lupi di Brembilla. Wszystkie miejsca dobrze wspominamy, ale jeśli w któreś miejsce zabierzemy naszych bliskich, to prawdopodobnie będzie tutaj.
Do San Pellegrino dojeżdżaliśmy zawsze autobusem z Bergamo i jak się okazało, nie zawsze trzeba wyjeżdżać bardzo wcześnie. W San Pellegrino jest kolejka, którą można wjechać na wysokość około 650m i skrócić sobie podejście o kilka kilometrów i kilkaset metrów. O kolejce wiedzieliśmy, że istnieje, ale nie wiedzieliśmy, że działa od godziny 10:00. Mieliśmy przed sobą dylemat: czekać do godziny dziesiątej czy iść. Idąc, prawdopodobnie dotarlibyśmy do końca kolejki równo z pierwszym przejazdem. Dlatego szybko zdecydowaliśmy poczekać do godziny dziesiątej w kawiarni obok.
Szlak
Pierwszy kilometr trasy nie należał do najbardziej widowiskowych – szliśmy wylaną betonową drogą dojazdową aż do kaplicy Cappella della Madrera. Na szczęście, zaraz po tym klimat na szlaku zamienił się w leśny. Droga nadal była przystosowana dla pojazdów, ale żadnego po drodze nie spotkaliśmy. Góry na tej wysokości zazwyczaj są po prostu wyżej położonymi lasami, i widoki zaczynają się dużo później. Kiedyś zastanawiałem się, czy to źle, czy to dobrze. Czy tak to w ogóle powinno być, kiedy chodzi się po górach? Potrzebowałem tych kilkudziesięciu wypraw, żeby jednoznacznie odpowiedzieć, że to jednak dobrze. Samo chodzenie po lesie jest po prostu równie przyjemne, co po górach. Z praktycznego punktu widzenia, kilka kilometrów w słońcu bez cienia byłoby dużo bardziej męczące.
Jestem pewien, że akurat tego dnia nie męczyłem Ani moimi przemyśleniami nad obecnością drzew w górach. A to dlatego, bo tego dnia nasłuchiwaliśmy niepokojących dźwięków z lasu. Nie były to odgłosy zwierząt, a dźwięk radia w oddali. Jesteśmy przekonani, że słyszeliśmy język niemiecki pełen zakłóceń. Głos, jakby wydobywał się przez megafon z czasów drugiej wojny światowej. Alternatywnie, brzmiało to jak niewyraźne ogłoszenia na dworcu kolejowym. Ani jedno, ani drugie nie pasowało do scenerii. W tutejszych górach często można napotkać samotne domy albo gospodarstwa agroturystyczne. Jak się okazało, dźwięk dochodził właśnie z jednego z takich domów i był to zniekształcony język włoski. Ale w takich okolicznościach nawet Britney Spears brzmiałaby mniej niepokojąco. Niemniej, nie ma co panikować, jeśli usłyszycie jakieś dźwięki – prawdopodobnie pochodzą one z gospodarstwa przy Sussia Alta.
Od wspomnianego Sussia Alta szybko zeszliśmy z głównego szlaku 506 i wybraliśmy krótszy, ale bardziej stromy wariant w kierunku schroniska. O tej porze jeszcze nie byliśmy pewni, czy zatrzymamy się dzisiaj wyłącznie na schronisku, czy pójdziemy jeszcze do Castello Regina. O Castello Regina wtedy jeszcze nic nie wiedzieliśmy; zobaczyliśmy po prostu znacznik na mapie, a lubimy mieć otwarte opcje.
Rifugio Lupi di Brembilla
Rifugio Lupi di Brembilla to najbardziej sielankowe schronisko, na jakie trafiliśmy do tej pory. Mimo że w wolnym tłumaczeniu oznacza „schronisko wilków z Brembilla”, nie ma w sobie absolutnie nic groźnego. Gdy je mijaliśmy, widzieliśmy całe rodziny z dziećmi piknikujące wokół schroniska, dzieci grające w piłkę. Ogrodzenia wokół schroniska były zrobione ze starych nart, ale mnie najbardziej urzekł kilkumetrowy grill. Jako wegetarianie, zdecydowanie rzadziej korzystamy z grilla, ale oczami wyobraźni już widziałem wieczorne grillowanie ziemniaków w mundurkach. W trakcie podziwiania grilla wyszedł dumny z siebie kucharz, który niósł na desce polentę wielkości połowy naszego plecaka. Sami do polenty jeszcze się nie przekonaliśmy, ale inni goście na widok tak ogromnej polenty krzyknęli z podziwu, a niektórzy nawet zaczęli klaskać. Gdy weszliśmy do środka schroniska, żeby kupić sobie coś do jedzenia, obok map były jeszcze filmy na płytach DVD z historią schroniska.
Pizzo Cerro
Zaraz za schroniskiem jest szczyt Pizzo Cerro (1285 m n.p.m.), a na nim krzyż i kaplica. Szczyt jest o tyle przyjemny, że widać z niego dwie doliny: Val Brembana i Val Brembilla, a co za tym idzie, więcej gór. Ciekawy gadżet, którego wcześniej nie widzieliśmy, to rurki nakierowane na różne szczyty. Są one dużo łatwiejsze w obsłudze niż tablica z kreskami wskazująca szczyty.
Castello della Regina
Nie pamiętam, która była godzina, gdy już wracaliśmy ze schroniska, ale było na tyle wcześnie, że nie chcieliśmy jeszcze wracać. Stwierdziliśmy, że możemy jeszcze dojść do Castello della Regina. Skoro jest obok zamek, szkoda byłoby go nie zobaczyć. Odległość też nie była duża, bo dzieliło nas zaledwie półtora kilometra i sto pięćdziesiąt metrów przewyższenia. Po szybkiej kalkulacji w głowie stwierdziliśmy, że nie ma co czekać i idziemy. Widoki z drugiej strony wzgórza na dolinę Brembana szybko utwierdziły nas, że to była właściwa decyzja. Jednak im bardziej zbliżaliśmy się do Castello, tym więcej pytań mieliśmy. Pierwsze pytanie to, kto i po co tutaj kosi trawę. Na to pytanie nie znamy odpowiedzi. Drugie pytanie to, gdzie jest ten zamek, do którego idziemy. Okazało się, że z zamku zostały tylko kamienie i punkt widokowy. Trochę się zdziwiliśmy, ale ostatecznie nie był to pierwszy raz, kiedy nazwa „Castello” nas zwiodła w ten sposób.
Przestroga
Trasa do Castello jest przyjemna i bezpieczna. My natomiast chcieliśmy sobie trasę urozmaicić i zejść wariantem 596A do 595, by tak dojść do pierwotnego szlaku. Szlak 596A okazał się bardzo wyeksponowany, wymagał uwagi na każdym kroku i ciągłej asekuracji rękoma. Szybko stwierdziliśmy, że za mało wiemy, by iść tą trasą dalej, i przy najbliższej okazji wróciliśmy stromym podejściem do Castello della Regina. Nie znaleźliśmy opisu szlaku 596A na stronie CAI, ale według nas ten fragment powinien być oznaczony poziomem trudności EE.
Podsumowanie
Pomijając nieprzyjemny epizod obok Castello della Regina, Pizzo Cerro i Rifugio Lupi di Brembilla jest jednym z kilku miejsc, do których chcielibyśmy wrócić. Prawdopodobnie wybierzemy to miejsce, gdy odwiedzą nas bliscy. Wiele schronisk wspominamy pozytywnie, ale to tutaj poczuliśmy się jak na wakacjach na działce. Z tą różnicą, że ta działka jest w górach, i wszyscy inni też przyszli tutaj, by sobie odpocząć.
Wskazówki
Do san Pellegrino Terme można dojechać autobusem B, który odjeżdża z dworca SAB. Autobus kursuje dobrze w soboty, ale w niedziele liczba połączeń jest bardzo ograniczona.
Kolejka funkcjonuje dopiero od godziny 10:00 co bardzo utrudnia dotarcie do schroniska o wczesnej porze. Przynajmniej tą trasą, którą my wybraliśmy.
Szlak jest bardzo przystępny i jest właściwie leśną drogą. Sportowe buty w zupełności wystarczą na ten szlak.
Castello Della Regina można traktować bardzo opcjonalnie.
Nie przypominamy sobie źródeł wody po drodze, wyłącznie fontanny w San Pellegrino Terme.